Polska Szkola w Dublinie

Polska Szkola w Irlandii

Wywiad, czyli trudna sztuka rozmowy Wywiad, czyli trudna sztuka rozmowy

 

Uczniowie klasy ósmej na lekcjach języka polskiego uczyli się ostatnio, czym jest wywiad, w jakim celu się go przeprowadza i z jakich elementów się składa. Po zapoznaniu się z teorią i przeczytaniu przykładowego wywiadu przyszedł czas na sprawdzenie swoich umiejętności w praktyce. Zadaniem ósmoklasistów było znalezienie ciekawej osoby i przeprowadzenie z nią wywiadu. Ania i Mateusz rozmawiali ze swoimi Babciami- Ania o języku staropolskim, a Mateusz o kaszubskiej wsi. Rozmówczyni Sebastiana przybliżyła natomiast tajniki fotografii. Zachęcamy gorąco do przeczytania tych wywiadów, bo są to bardzo ciekawe, wartościowe i mądre rozmowy.

 

„Co wiemy o języku staropolskim?”

 

 

 

Moim rozmówcą jest moja Babcia Zofia Wanic, która jest doktorem językoznawstwa, wieloletnim pracownikiem Instytutu Języka Polskiego Polskiej Akademii Nauk w Krakowie.

- Proszę mi powiedzieć, na czym polega Babci zawód?

 

- Pytanie na pozór wydaje się zrozumiałe i proste, ale sprawa jest skomplikowana i trudna do wyjaśnienia w dwu słowach. Tak najzwięźlej, chodzi o to, że w Pracowni Języka Staropolskiego PAN (Polskiej Akademii Nauk) w Krakowie zespół pracowników naukowych bada najwcześniejsze piśmiennictwo polskie. Ze względu na wiek zapisów (od XIII wieku) cenne są wszystkie zabytki językowe, poczynając od glos polskich napisanych na marginesach łacińskich dokumentów do dłuższych tekstów natury religijnej (np. Biblia królowej Zofii), literackich (np. Bogurodzica) czy prawnych (np. kodeks Suleda). Zadaniem badacza jest przede wszystkim poprawne odczytanie tekstu, co jest niezwykle trudne ze względu na nieustaloną staropolską grafię, jego zrozumienie i objaśnienie pisane dla wydawcy danego zabytku językowego, przyszłego czytelnika (czyli najczęściej studenta), dla mediewistów (czyli badaczy średniowiecza) różnych specjalności, np. historyków, historyków prawa, medycyny itp.

 

- Co to jest "Bogurodzica"?

 

- Bogurodzica nazywana pierwszym polskim hymnem to modlitewna pieśń do Bożej Matki, bardzo piękna literacko i przez badaczy uznana za kunsztowny zabytek językowy najwyższej klasy. A może chodzi Ci o wyjaśnienie samego wyrazu bogurodzica? Otóż są to w istocie dwa wyrazy (i tak są zapisywane do końca XVI wieku), czyli Bogu oraz Rodzica. Rozumienie wyrazu rodzica nie stwarza problemu, to po prostu ‘matka’. Współczesnemu Polakowi trudno zrozumieć, dlaczego słowo Bóg występuje w celowniku zamiast w dopełniaczu, czyli Boga (tzn. Jezusa) Rodzica. Zestawienie Boga Rodzica jest już zrozumiałe dla wszystkich. Tutaj tłumaczenie, że składnia Bogu (komu? czemu?) jest właściwa dla języka staropolskiego musi Ci na razie wystarczyć. To trudne nawet dla polonistów i spory uczonych o Bogurodzicę prowadzone były przez dziesięciolecia.

 

- Jak bardzo język staropolski rożni się od dzisiejszego języka polskiego?

 

- Ten problem bardzo mnie kiedyś zainteresował i na jakąś konferencję naukową o tematyce staropolskiej przygotowałam o tym wystąpienie. Muszę powiedzieć, że wyniki były takie, jak się spodziewałam. Ankiet przygotowałam prawie 200 i nikt nie odpowiedział na moje pytania w 100% – według mnie wcale nie takie trudne pytania, ale to dowodzi, że język naszych pradziadów bardzo różni się od naszego, mimo pozorów podobieństwa, czasem nawet to podobieństwo sprowadza współczesnego użytkownika języka polskiego na manowce.

 

- Co Babcia najbardziej lubi w swojej pracy?

- Praca nad staropolszczyzną jest moją prawdziwą pasją. Najbardziej fascynujące są zagadnienia na pierwszy rzut oka nierozwiązywalne, ale jakaż to ogromna satysfakcja, kiedy w końcu znajduję prawidłową, najczęściej prostą odpowiedź! Na własny użytek nazywam to iluminacją.

 

- Do czego może się nam przydać wiedza o języku staropolskim?

- Jak każda dyscyplina humanistyczna wiedza o staropolszczyźnie nie ma bezpośredniego przełożenia na codzienne praktyczne życie, ale sięganie do korzeni kultury, pielęgnowanie i rozumienie jej, jest powinnością każdego narodu.

 

- Co zainspirowało Babcię do zainteresowania się językiem staropolskim?

- Jak to bywa najczęściej, było to dzieło przypadku. Promotor mojej pracy magisterskiej, śp. prof. Stanisław Urbańczyk, zaraz po egzaminie zaproponował mi pracę w swoim zespole opracowującym i przygotowującym monumentalne dzieło naukowe (11 opasłych tomów), czyli Słownik staropolski. Nie zdając sobie sprawy z tego, co robię, stawiłam się do pracy. Początkowo była to przysłowiowa „droga przez mękę”. Moimi nowymi kolegami zostali moi dawni akademiccy nauczyciele. Jak tu porównywać ich możliwości z moimi! Zastanawiałam się, czy nie zrezygnować, bo wydawało mi się, że sobie absolutnie nie poradzę, ale prof Urbańczyk prowadził nasz zespół wiele lat i niejedno już widział. Mawiał, że szkolenie nowego redaktora słownika trwa mniej więcej 10 lat, a potem z tak przygotowanej osoby jest już jakiś pożytek. Zostałam i tak zafascynowała mnie ta praca, że nie zamieniłabym jej na żadną inną ( chociaż profitów finansowych nie przynosiła nigdy!).

Wywiad przeprowdziła Anna Wanic

 

 

 

 

„Kaszubska wieś wczoraj i dziś”

Moim rozmówcą jest moja Babcia Jadwiga, która mieszka na Kaszubach.

 

- Jakie Babcia ma wspomnienia z czasów wojny?

- Gdy wybuchła wojna, miałam 4 lata. Pamiętam końcówkę wojny. Mieszkaliśmy na pograniczu polsko – niemieckim, gdzie usytuowany był podobóz Stutthof. Gdy więźniowie szli drogą w trakcie marszu śmierci na zachód, moje starsze siostry i inni ludzie z wioski podawali im jedzenie. Groziła nawet za to kara śmierci.

- Jak Babcia wspomina czas komunizmu?

- Na wsi nie odczuwało się represji ze strony władz komunistycznych. Jako rolnicy musieliśmy oddawać do państwa obowiązkowe ilości płodów rolnych, na przykład ziemniaków, zboża.

- Babcia mieszka na Kaszubach i mówi po kaszubsku. Czy może Babcia powiedzieć o ciekawych obyczajach kaszubskich?

- Mogę powiedzieć o Nocy Świętego Jana, którą obchodzi się 24 czerwca. W tę noc na wsiach paliło się ognisko, gdzie gromadziła się społeczność wiejska, gdzie razem śpiewano, tańczono do białego rana. W całej Polsce jest zwyczaj polewania wodą w Poniedziałek Wielkanocny, natomiast na Kaszubach smyra się jałowcem po nogach o bladym świcie. W wigilię Bożego Narodzenia młodzi przebierają się za postaci związane z Bożym Narodzeniem i chodzą od domu do domu, śpiewając kolędy i odgrywając sceny z Bożego Narodzenia.

- W jaki stopniu język kaszubski jest obecnie używany w codziennym życiu?

- Jedynie starsze pokolenie mówi na co dzień po kaszubsku, a dzieci i młodzież uczą się tego języka w szkole.

- Jak Babci uważa, jak zmieniła się polska wieś od czasów Babci młodości?

- Muszę przyznać, że kiedyś ludzie bardziej się integrowali. Zbieraliśmy się u kogoś w domu, śpiewaliśmy, robiliśmy potańcówki. Latem paliliśmy ogniska. No i przede wszystkim mieliśmy dużo obowiązków związanych z pracą w gospodarstwie. Mam wrażenie, że dzieci dzisiaj nie bawią się na podwórkach, tylko siedzą przed telewizorami lub komputerami.

Wywiad przeprowadził Mateusz Wanic

 

„Tajniki fotografii”

 

Moim rozmówcą jest Agnieszka Leśniewska- fotograf, rysownik i świetna kucharka. Kobieta, która w swoim życiu zrobiła i widziała tyle zdjęć, że nie jest w stanie ich policzyć.

 

- Od kiedy robisz zdjęcia?

- Można powiedzieć, że od zawsze. A tak dokładniej od 1980 roku. Wtedy dostałam swój pierwszy aparat. Podarował mi go wujek. Przywiózł z ZSRR. To były jeszcze czasy, gdzie bezpośrednio w sklepie nie można było nic kupić. Trzeba było zdobywać. Z przyjaciółką zrobiłyśmy zdjęcia, a później w jej domu wywoływałyśmy. Jej tata miał ciemnię. To była prawdziwa frajda, gdy czekałyśmy w skupieniu na to, jak nam wyszło zdjęcie. Negatyw miał 24 lub 36 klatek i tyle zdjęć można było zrobić. Trzeba było dobrze się zastanowić, co chcesz umieścić na zdjęciu, dobrze wybrać kolory, ustawić ostrość, przesłonę, a potem czekać na efekt.

 

- Czy Twoja droga zawodowa była związana z Twoją pasją?

- Tak. W 1996 roku zaczęłam pracę w laboratorium fotograficznym w Warszawie przy Marszałkowskiej 62. To były piękne czasy. Przeszłam przez wszystkie stanowiska od sprzedawcy po laboranta.

 

- Co Cię w tej pracy urzekło?

- Najbardziej praca z drugim człowiekiem. Kiedyś fotograf był bardzo szanowany. Gdy zaczynałam pracę w Polsce, nie było jeszcze aparatów cyfrowych, a jedyną fotografię natychmiastową robił aparat Polaroid- niestety słabej jakości. Fotograf był trochę jak magik. To on retuszował i korygował zdjęcia, powiększał czy obrabiał. W miarę zmieniającej się technologii- to on miał pierwszego Photoshopa czy Corela do obróbki zdjęć.

 

- Czasy się trochę zmieniły…

- Tak, teraz każdy ma te a nawet lepsze narzędzia do obróbki fotografii w swoim telefonie. Świat idzie do przodu. W tym zawodzie trzeba się cały czas uczyć. I to jest piękne.

 

- Jakie jest Twoje najlepsze zdjęcie?

- Jak to mówią, to, którego jeszcze nie zrobiłam.

 

- Dziękuję za rozmowę. Życzę dalszych sukcesów i radości z robienia zdjęć.

Wywiad przeprowadził Sebastian Pełka

 

 

Włącz Polskę ORPEG Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej Semper Polonia